Znasz to uczucie. Masz podpisane kolejne zlecenia, obroty rosną z miesiąca na miesiąc, a w banku słyszysz, że finansowania nie ma. Pierwsza myśl jest zawsze ta sama. Skoro odmawiają, to pewnie z moją firmą jest coś nie w porządku.
W większości takich sytuacji to nieprawda. Firma jest zdrowa. Problemem nie jest jej kondycja, tylko zegar, według którego bank ją mierzy. I dopóki tego nie zobaczysz, będziesz szukał rozwiązania nie tam, gdzie ono naprawdę leży.
Bank ocenia Twoją przeszłość, Ty żyjesz przyszłością#
Bank podejmuje decyzję na podstawie zamkniętego roku obrotowego. Patrzy na to, kim byłeś kilkanaście miesięcy temu, a nie na to, kim jesteś dzisiaj. Jeśli firma przyspieszyła w połowie roku, ten wzrost w ogóle nie wszedł jeszcze do jego modelu oceny.
Najboleśniej odczuwają to firmy, które rosną szybko, jak handel internetowy czy gastronomia w sezonie, gdzie sprzedaż potrafi się podwoić w kilka miesięcy. W tabeli banku taki wzrost wygląda jak ryzyko, choć w rzeczywistości jest dowodem siły. To kara za tempo, nie za słabość. I naprawdę trudno to dostrzec z zewnątrz, bo na papierze wyglądasz jak kandydat do odmowy.
Trzy błędy, które popełnia prawie każdy#
Kiedy pojawia się to "nie", większość właścicieli reaguje odruchowo i wpada w jeden z trzech schematów.
Pierwszy to potraktowanie odmowy jak wyroku. Bank to jedna metoda oceny, nie sąd ostateczny. Odmowa jednej instytucji o niczym nie przesądza, a mimo to potrafi zatrzymać całą firmę na wiele miesięcy, bo właściciel uznaje, że skoro tu się nie udało, to nie uda się nigdzie.
Drugi to rzucenie się na pierwszą szybką gotówkę, jaka się nawinie, w panice i pod presją czasu. Wtedy finansowanie robi się drogie i faktycznie staje się problemem, choć wcale nie musiało. Produkt wzięty ze strachu prawie zawsze kosztuje więcej niż produkt wzięty z planu.
Trzeci błąd jest najważniejszy i najtrudniejszy do zauważenia. To zadanie złego pytania. Właściciel pyta "jaki produkt wziąć", podczas gdy pytanie brzmi "dlaczego dostałem nie i gdzie naprawdę tracę płynność". Prawie każdy poradnik w internecie odpowiada na to pierwsze, bo łatwiej opisać produkt niż zdiagnozować firmę. Kłopot w tym, że nawet najlepsza odpowiedź na złe pytanie pozostaje zła.
Właściwe pytanie brzmi inaczej#
Zamiast pytać, jaki produkt wybrać, zapytaj, gdzie w Twojej firmie pieniądz się zatrzymuje i czym to realnie zabezpieczyć. Dla biznesu, który sprzedaje głównie kartą i przez internet, odpowiedź nie leży w zamkniętym bilansie sprzed roku. Leży w tym, co realnie przepływa przez firmę co miesiąc.
To pozornie drobna zmiana perspektywy, a zmienia całą sprawę. Skoro Twoja realna sprzedaż jest silna i regularna, to właśnie ona, a nie historia w banku, może być fundamentem finansowania. Istnieją rozwiązania, które patrzą dokładnie na to, czyli na faktyczne obroty z terminali i bramek. To jedna dźwignia z wielu i nie zastępuje banku. Bank pracuje na dłuższą metę, a takie finansowanie domyka potrzebę na już, kiedy tempo firmy wyprzedza procedury. Obie ścieżki prowadzi się równolegle, bo one się nie wykluczają.
Nie chodzi więc o to, żeby zamienić kredyt na coś innego. Chodzi o to, żeby zrozumieć, dlaczego kredyt się nie zapiął, i ułożyć strukturę, która rozwiązuje ten konkretny zator, a nie przykrywa go kolejnym.
Firma, którą bank odrzucił, a potem gonił#
Sprzedawca akcesoriów motoryzacyjnych wszedł w sprzedaż internetową i po roku obracał kilka razy większymi kwotami niż na starcie. Na papierze wyglądał jak ryzyko. Za krótko na rynku, wzrost za szybki, większość banków chciała dwóch pełnych lat historii, zanim w ogóle usiądzie do rozmowy. Sypały się odmowy, choć firma zarabiała i miała zamówienia, których nie było z czego sfinansować.
Zamiast czekać dwa lata, oparł finansowanie na tym, co realnie sprzedawał, czyli na bieżących obrotach. Kupił większą partię towaru, zrealizował zamówienia, urósł dalej. Po dwóch kwartałach ten sam wzrost, którego banki się bały, stał się powodem, dla którego same do niego wróciły. Firma nie zmieniła się w tym czasie. Zmieniło się tylko to, że wreszcie ktoś spojrzał na jej realną sprzedaż, a nie na to, jak długo istnieje.
Dlatego zaczynamy od problemu, nie od produktu#
Architekt finansowania nie otwiera rozmowy słowami "mamy dla Pana produkt", tylko diagnozą tego, gdzie firma realnie traci płynność i dlaczego bank odmówił. Produkt jest dopiero konsekwencją tej diagnozy, jednym z narzędzi, którymi się ją rozwiązuje.
Z analizy 5000+ firm w Grape wynika, że odmowa banku częściej wynika z tempa wzrostu niż ze słabej kondycji firmy. To znaczy, że dla wielu właścicieli to "nie" jest tak naprawdę najlepszym momentem, żeby w końcu ułożyć finansowanie z głową, zamiast łatać dziurę pod presją. Odmowa nie jest końcem rozmowy. Zwykle jest jej właściwym początkiem.

O autorze
Marek Watoła
Sam prowadzę firmę od 17 lat. Znam zatory płatnicze, "pudełkowe" oferty banków i poczucie, że rynek finansowy nie jest po Twojej stronie. Dlatego zbudowałem Finansujemy.pl — system, w którym 13 lat doświadczenia Grape i 5000+ analiz finansowych pracują dla Ciebie, zanim w ogóle porozmawiasz z człowiekiem.