Przejdź do treści
ArtykułStrateg

Liczy się zbywalność zabezpieczenia, nie wartość w księgach

Masz majątek wart miliony, a instytucja proponuje limit będący jego ułamkiem. Wycenia zabezpieczenie tym, co odzyska w szybkiej sprzedaży, nie księgami.

Marek WatołaMarek Watoła4 min czytania
Spis treści · 6 sekcji
TL;DR - Kluczowe wnioski
  • Instytucja wycenia zabezpieczenie przez wartość likwidacyjną, czyli ile odzyska w szybkiej, wymuszonej sprzedaży. To zwykle znacznie mniej niż wartość w księgach.
  • Im bardziej niszowe i specjalistyczne są aktywa, tym węższy rynek wtórny i tym mocniej instytucja tnie ich wycenę. Płynne, łatwe do sprzedania, trzymają wartość.
  • Odmowa albo niski limit na tej osi to nie wyrok o Twojej firmie. To sygnał, że twarde zabezpieczenie nie jest tu właściwą warstwą, i że architekturę trzeba zbudować inaczej.

5000+

przeanalizowanych sytuacji finansowych

Źródłodane wewnetrzne Grape

Masz majątek wart razem miliony: nieruchomość, park maszynowy, linię produkcyjną. Wydaje się, że możesz być spokojny o zabezpieczenie finansowania. A potem instytucja proponuje limit, który jest ułamkiem tego, co widnieje w Twoich księgach.

To nie błąd wyceny. To inne pytanie, które instytucja sobie zadaje. Ty pytasz, ile to jest warte. Ona pyta, ile z tego odzyska, gdy będzie musiała szybko sprzedać.

Dlaczego ten sam majątek ma dwie różne wartości?#

W Twoich księgach maszyna czy hala ma jedną wartość: tyle, ile jest warta po amortyzacji. Dla instytucji finansującej ta liczba jest punktem wyjścia, nie odpowiedzią.

Instytucja nie jest firmą produkcyjną. Nie zamierza używać Twojej linii technologicznej. Interesuje ją jeden scenariusz, ten najgorszy: co się stanie, jeśli firma przestanie spłacać i trzeba będzie sięgnąć po zabezpieczenie. Wtedy liczy się nie to, ile jest wart w normalnym obrocie, tylko ile da się za niego dostać w sprzedaży pod presją czasu.

To jest wartość likwidacyjna. To ona wyznacza limit.

Skąd bierze się haircut na wycenie?#

Różnicę między wartością rynkową a tą przyjętą jako zabezpieczenie w żargonie finansowym nazywa się haircut, czyli ścięcie. Instytucja z góry zakłada, że w wymuszonej sprzedaży dostanie mniej, i o tę ostrożnościową rezerwę obniża wycenę.

Skala ścięcia zależy od jednej rzeczy: jak łatwo i szybko da się to spieniężyć. Poniższy przykład pokazuje mechanikę, nie sztywne stawki.

Nieruchomość w dobrej lokalizacji

Zbywalność na rynku wtórnym
Wysoka, wielu kupujących
Jak instytucja go traktuje
Solidne zabezpieczenie, umiarkowane ścięcie

Popularne pojazdy, uniwersalny sprzęt

Zbywalność na rynku wtórnym
Wysoka, płynny rynek
Jak instytucja go traktuje
Wycena blisko wartości rynkowej

Specjalistyczna maszyna, starszy park

Zbywalność na rynku wtórnym
Niska, wąski krąg nabywców
Jak instytucja go traktuje
Mocne ścięcie wyceny

Unikatowa linia produkcyjna pod zamówienie

Zbywalność na rynku wtórnym
Bardzo niska, prawie brak rynku
Jak instytucja go traktuje
Bardzo mocne ścięcie, niewielka wartość w zabezpieczeniu

PrzypisPrzyklad pokazuje mechanike (gradacje zbywalnosci), nie sztywne stawki.

Dlatego wartościowa, wbudowana na stałe linia technologiczna, którą w księgach masz wartą kilkanaście milionów, potrafi dać limit rzędu kilku. Nie dlatego, że rzeczoznawca jej nie docenia. Dlatego, że w razie kłopotu prawie nie ma komu jej sprzedać.

"Przecież mam nieruchomość"#

To najczęstsze zdanie, jakie pada, gdy firma szuka zabezpieczenia. Nieruchomość rzeczywiście jest zwykle najlepszym z twardych zabezpieczeń, ale i ona ma swój limit.

Instytucja finansuje ją do części wartości, zwykle rzędu trzech czwartych, nie w całości. A samą wycenę potrafi obniżyć słaba lokalizacja, wąskie przeznaczenie budynku albo trudność w znalezieniu kupca na tak specyficzny obiekt. Hala szyta pod jeden proces produkcyjny jest mniej płynna niż uniwersalny magazyn przy trasie.

"Mam nieruchomość" to nie to samo co "mam finansowanie na jej pełną wartość".

Kogo to dotyka najmocniej?#

Ten sam mechanizm działa nie tylko przy nieruchomościach, ale przy każdym wysoko wyspecjalizowanym majątku trwałym. Im bardziej firma na nim stoi i im większa jego skala w bilansie, tym mocniej to uderza. Producent stojący na hali maszyn pod jedną technologię. Klinika z drogą, wąsko wyspecjalizowaną aparaturą. Zakład, którego linię zbudowano pod jedno zamówienie.

Na papierze bilans wygląda solidnie. W ocenie zabezpieczenia znaczna jego część okazuje się mało przydatna.

To nie znaczy, że taka firma jest nie do sfinansowania. Znaczy, że jej środki trwałe nie są tą dźwignią, na której warto budować, i że trzeba poszukać innej.

Gdy majątek nie wystarcza, zmień warstwę, nie wycenę#

Tu tkwi pułapka, która kosztuje najwięcej czasu. Firma, słysząc niski limit, zaczyna walczyć o wyższą wycenę: zamawia kolejny operat, spiera się z rzeczoznawcą, dokłada do zabezpieczenia kolejne aktywa. Zwykle bez efektu, bo problem nie leży w liczbie, tylko w płynności tego, co się zastawia.

Jeśli środki trwałe słabo się zbywają, właściwą odpowiedzią rzadko jest ich wyższa wycena. Częściej jest nią inna warstwa zabezpieczenia.

Można oprzeć finansowanie na strumieniu należności, który spływa co miesiąc, zamiast na maszynie, której nikt nie kupi. Inną drogą jest instrument, w którym część ryzyka bierze na siebie zewnętrzna gwarancja. Bywa też, że sam sprzęt da się sfinansować w modelu, w którym liczy się jego rynek wtórny, a nie Twój bilans.

To jest różnica między naprawianiem wyceny a projektowaniem struktury. Wycena odpowiada na pytanie "ile to jest warte". Struktura odpowiada na pytanie "co realnie da się tu upłynnić i jak to ułożyć".

Co zrobić, gdy słyszysz niski limit?#

Jeśli Twoje aktywa na papierze są solidne, a mimo to zabezpieczenie nie wystarcza, by domknąć finansowanie, kolejny operat nic nie da.

Na tym polega praca Architekta Finansowania: zobaczyć majątek firmy tak, jak widzi go instytucja, i dobrać zabezpieczenie do tego, co naprawdę da się spieniężyć. Po ponad 5000 przeanalizowanych sytuacji widać, że firmy oparte na środkach trwałych najczęściej nie mają problemu z ich wielkością, tylko z ich niszowością.

Ta oś, zbywalność wobec wartości księgowej, to jedna z kilku, według których instytucje naprawdę oceniają firmę. Szerszy obraz opisujemy w tekście o tym, dlaczego finansowanie to architektura, a nie produkt.

Diagnozę zacznij od Kompasu Finansowego. To pierwszy krok od "przecież mam zabezpieczenie" do "wiem, na czym realnie mogę oprzeć finansowanie".

Marek Watoła — Lider Projektu Finansujemy.pl

O autorze

Marek Watoła

Sam prowadzę firmę od 17 lat. Znam zatory płatnicze, "pudełkowe" oferty banków i poczucie, że rynek finansowy nie jest po Twojej stronie. Dlatego zbudowałem Finansujemy.pl — system, w którym 13 lat doświadczenia Grape i 5000+ analiz finansowych pracują dla Ciebie, zanim w ogóle porozmawiasz z człowiekiem.

LinkedIn

Gotowy na personalizowaną rekomendację?

Kompas Finansowy przeanalizuje Twoją firmę i wskaże konkretną strategię finansowania - dopasowaną do Twojego sektora i aktualnego wyzwania.